zkwp

"Gdyby shiba mogła powiedzieć
jedno jedyne słowo
byłoby to słowo ”MOJE!”.

Moje jedzenie!
Moje zabawki!
Mój dom!
Mój człowiek!
Mój świat!"

Hana Petrusowa hodowla del Monte de Haya, Czechy

O nas

O nas

Moją pierwszą miłością były konie, nie psy. Mój wujek był kowalem i przesiadywałam po kilka godzin dziennie pod jego kuźnią, bo konie tam były. Nieco później, kiedy rodzice wytłumaczyli mi, że koń w komunie nie ma racji bytu- ani zajmowanie się jego hodowlą, bo koń to "przeżytek" i jest dla aktualnych okupantów symbolem wolnej Polski- wówczas jakoś łyknęłam porażkę i koniom dałam spokój. Psy kochałam zawsze, koty też. W domu rodzinnym były i jedne idrugie, i jakoś się godziły.

Kiedy zdałam pomyślnie egzamin na studia w Krakowie na UJ, pierwsze wolne kroki skierowałam na ulicę Straszewskiego pod Wawelem, bo tam była sziedziba Związku Kynologicznego w Polsce.

Miałam niebywałe szczęście- trafiłam od początku do jednego z najstarszych i z największymi tradycjami oddziału w Krakowie, pod opiekę takich fantastyczntych ludzi, jak Pani Danuta Szczepańska, Zofia Mrzewińska, śp. Teresa Marekowska. Ludzi wielkiego formatu i wielkiej klasy.

W psach pierwszą moją miłością były rottweilery i kocham te psy do dzisiaj. Towarzyszyły mi przez 19 lat. Rasowe i nierasowe, z dobrym papierem i te znalezione na ulicy, zabrane z innych hodowli, bo "ten typ wyszedł z mody i już nie kryje". Większość z nich odeszła na nowotwory. 

Jednak równocześnie, jeszcze w szkole podstawowej czytając książki Londona i Coopera, zakochałam się w szpicach Północy. I ta żądza bycia z psem, który nie wisi na tobie 24 godziny na dobę, który radzi sobie sam, sam podejmuje decyzje, sam decyduje, czy warto zaufać człowiekowi- to się stało wyzwaniem. DOGADAĆ SIĘ Z TAKIM PSEM. 

Na szczęście moja siostra Agnieszka czytała te same książki, co ja- i dogadałyśmy się- ja kupuję rottweilera, a ona malamuta. I tak się stało- w kwietniu 1992 roku do mnie zawitał pierwszy w życiu rottweiler- ALARM od Łaziora (po BORGU i AGUARII Drakonid, zwanej w domu Dumką), a do Agi w czerwcu- pierwszy alaskan malamute- PACO NIKITA Legenda Północy (po DURANGO RIMO Legenda Północy i KAMA Wichrowy Zaprzęg).

Dorosłyśmy, Aga ma dwójkę dzieci i nie ma psów, ja mam ich kilkanaście.

Ile razy przeglądałam katalogi z rasami psów, zawsze moją uwagę przykuwały małe złote pieski, takie "mniejsze malamuty",  z japońskim wyrazem paszczy i skośnymi oczami. I pomyślałam sobie nieraz: "kiedyś będę mieć shibę".

I zdarzyło się to w 2002 roku, kiedy przeglądając strony internetowe trafiłam do czeskiej hodowli "Siwash Legend" i była tam do sprzedania ostatnia suczka z sierpniowego miotu: Geisha.

Pokazałam zdjęcie Pawłowi- i zdecydowaliśmy- dzwonimy i jedziemy. I pojechaliśmy w przedostatni dzień 2002 roku pod czeską Pragę, kiedy wszystkie prognozy pogody ostrzegały, żeby nie ruszać się z domu, jeśli się nie musi, i w żadnym wypadku nie przekraczać czeskiej granicy.

Tak się zaczęła moja przygoda z shibami...

Copyright © 2017 shiba.plProjekt i wykonanie: skyagency.pl - strony internetowe